×

Uwaga

There is no category chosen or category doesn't contain any items

 

Wydaje ci się, że znasz Szklarską Porębę jak własną kieszeń?

Skoro przeszedłeś już wszystkie ulice, to wiesz o niej wszystko? Autor retro-kryminału „Nad Śnieżnymi Kotłami” Krzysztof Koziołek też tak myślał. Do czasu, kiedy nie zaczął zbierać materiałów do powieści, nie zakopał się w dziesiątkach publikacji i nie odkrył mnóstwa wątków historii Schreiberhau, jak niegdyś nazywała się Szklarska Poręba. Choćby menu serwowanego w dawnych restauracjach, albo informacje o turystach wnoszonych na karkonoskie szczyty w lektykach, bądź o kuracjuszach miejscowych sanatoriów, czy też przewodnikach górskich rzucających kamieniami w Śnieżne Kotły, opowieści o bombach piwa wychylanych w schroniskach, tajemnicach poszukiwań cennych minerałów... Wymieniać można długo. A dodać jeszcze trzeba, że akcja „Nad Śnieżnymi Kotłami” dzieje się tuż przed wybuchem II wojny światowej, w gęstym i dusznym klimacie sprawiającym wrażenie, że już za chwilę wydarzy się coś naprawdę znaczącego!

Powieść K. Koziołka pokazuje malownicze uliczki Szklarskiej Poręby, skrywające jednak mroczne oblicze. Czasami zresztą nie jedno, a dwa, trzy, i może więcej... Autor zaskakuje — nie tylko turystów odwiedzających Szklarską Porębę, ale i jej wieloletnich mieszkańców.

Macie na tę historię smaka? To na zaostrzenie apetytów fragment:

– Asystent kryminalny Anton Habicht, policja kryminalna Hirschberg – przedstawił się, pokazując odznakę.
– Prawdziwa? – spytał najwyższy z kuracjuszy, chudy jak patyk.
– Nie – odparł policjant.
– A prawie dałem się nabrać!
– Oczywiście, że prawdziwa! – warknął Habicht. – A jaka miałaby być?
– Nie spodziewalibyśmy się policjanta kryminalnego w sanatorium... – rzekł niepewnie chudzielec.
– Coś się stało? – wtrącił drugi z mężczyzn, równie szczupły, jednak dużo niższy. – Ktoś zmarł?
– Tutaj ciągle ktoś umiera – powiedział cicho trzeci, łysy jak kolano. – My też tu umrzemy...
– Przestać gadać farmazony! – strofował chudzielec. – Po to tu jesteśmy, żeby nas wyleczyli!
– Franz spod dwudziestki też tak mówił, i co? – spytał łysy. – Wywieźli go dwa dni temu. – Pociągnął nosem. – Nas też wywiozą.
– Niech pan go nie słucha, on zawsze plecie androny – zirytował się niski. – W czym możemy szanownemu panu asystentowi kryminalnemu pomóc?
– Kogoś zamordowano? – Chudzielec zrobił dwa kroki do przodu, zbliżając się do policjanta.
Ten momentalnie się odsunął.
– Możliwe – powiedział z bezpiecznej odległości.
– U nas? – Najniższy z mężczyzn nie dowierzał.
– Nas też zamordują, mówię mam. – W głosie łysego pobrzmiewał smutek.
– Zamknij wreszcie mordę, proszę cię ostatni raz! – Chudzielec nie wytrzymał. – Pan asystent kryminalny przyszedł z nami porozmawiać, a nie wysłuchiwać twojego biadolenia. Prawda, panie asystencie kryminalny?

Chcesz więcej? Zobacz „Nad Śnieżnymi Kotłami” na stronie Autora.